przesłuchań poznałam miłego blondyna o imieniu Niall. Dokładnie Niall James
Horan. Po długiej rozmowie i zapoznaniu się nadeszła jego kolej.
-[T.I], życz mi powodzenia- wstał i uśmiechnął się do mnie.
-Powodzenia- spełniałam jego prośbę- czemu nie idziesz ?- spytałam widząc,
że chłopak nie ruszył się ani kroku.
że chłopak nie ruszył się ani kroku.
-Denerwuje się- podszedł do mnie, przytulił i spojrzał głęboko w moje oczy.
Wtedy kompletnie odpłynęłam. W jego oczach była karuzela uczuć i emocji.
Z każdym mrugnięciem, mogłam widzieć coś innego.
Wtedy kompletnie odpłynęłam. W jego oczach była karuzela uczuć i emocji.
Z każdym mrugnięciem, mogłam widzieć coś innego.
-Niall, dasz radę. Wierzę w to !- wtedy nawet mnie załamał się głos- idź już,
bo zaraz obydwoje się rozpłaczemy- ponagliłam Horan'a, a sama usiadłam
usiadłam pod ścianą, nałożyłam słuchawki na uszy i czekałam, aż Niall wróci.
Nie minęło nawet 15 minut, a szczęśliwy chłopak już obejmował mnie swym
ciepłym ramieniem. Już wtedy mogłam się domyślić, że mój towarzysz
przeszedł dalej. Gdy nadeszła moja kolej wtedy Nialler czekał na mnie. Ja
jednak nie miałam tyle szczęścia co Irlandczyk. Kiedy chłopak zobaczył moją
smutną minę od razu mnie przytulił i ominął zadawania zbędnych pytań, za co
byłam mu dozgonnie wdzięczna. Po niespełna godzinie byłam już gotowa do
drogi, do domu. Wymieniliśmy się numerami telefonów i już miałam wchodzić
do samochodu, kiedy Niall złapał mnie za rękę i mocno przytulił do siebie. W
tym momencie pozwolił mi na wylanie moich łez.
-Dziękuje-usłyszałam z jego ust.
-Ja również dziękuje-próbowałam to powiedzieć z nutką szczęścia w głosie, ale
jakoś mi nie wyszło.
Popatrzyłam Niall'owi w oczy i wyciągnęła,m z torby kartkę i długopis.
-Tu masz mój adres, gdybyś kiedyś był w Londynie-powiedziałam i wcisnęłam
kartkę w jego ciepłą dłoń. Jeszcze raz go przytuliłam i szybko wsiadłam do
auta, by ominąć kolejnego potoku łez. Niall pomachał mi i spojrzał na
karteczkę. Horan jeszcze chwile stał w tym samym miejscu, lecz gdy ruszyłam,
widziałam tylko jak odchodzi z opuszczoną głową.
J.M.Horan